
Koło naukowe Asian Global Players powstało w Wyższej Szkole Biznesu- National- Louis University www.wsb-nlu.edu.pl w Nowym Sączu w 2008 r. Głównym celem jest propagowanie wiedzy oraz dostarczanie informacji o krajach Dalekiego Wschodu dla mieszkańców Polski i Europy.
Wywiad z Marcinem Bruczkowski
7 grudnia 2008 | Łukasz Lipowski
Specjalnie dla czytelników Asian Global Players publikujemy wywiad z Marcinem Bruczkowskim, pisarzem, który większość swojego dorosłego życia spędził w Japonii i Singapurze.
Asian Global Players: Czy mógłby Pan nam opowiedzieć w skrócie o swoim, jakże ciekawym życiu?
Marcin Bruczkowski: Urodziłem się, potem chodziłem do szkoły, potem zacząłem pracować, później grać na perkusji, a jeszcze później pisać książki. Nie wiem, czy to takie ciekawe :-)
AGP: Jakie czynniki były motywatorem Pańskiego wyjazdu poza granice Polski, i dlaczego akurat zdecydował się Pan na Japonię?
M.B.: Motywatorem było posiadanie biletu lotniczego na rejs linii Aeroflot do Tokio, a zdecydowałem się na Japonię, bo samolot właśnie tam lądował. Mówiąc szczerze nigdy nie byłem jakimś specjalnym fascynatem Japonii i znalazłem się tam niejako przypadkiem. Ale było sympatycznie, więc się nieco zasiedziałem.
AGP: Polska i Japonia to dwa różne światy, jak minęła Panu aklimatyzacja oraz ile czasu zajęła Panu nauka tamtejszego języku, aby móc się swobodnie komunikować z Japończykami?
M.B.: Myślę, że każde dwa kraje to zupełnie różne światy, kiedy trochę się w nie wgryźć. Aklimatyzacja zajęła mi dwa miesiące, jeśli chodzi o klimat (czyli do czasu, kiedy temperatura i wilgotność powietrza w Tokio spadła z poziomu sauny do poziomu przeciętnego lata w Warszawie) oraz dziesięć lat jeśli chodzi o zmianę czasu - tak naprawdę nigdy się do końca nie przestawiłem.
Swobodę komunikacji osiągnąłem dość szybko, może w rok-dwa, bo nie miałem wyboru: złośliwość losu powoduje, że najładniejsza dziewczyna siedząca samotnie przy barze akurat NIE mówi po angielsku.
AGP: JWielu z nas może tylko pomarzyć o takim wyjeździe.
M.B.: Nie ma o czym marzyć, tylko trzeba wsiąść w samolot i lecieć :-) Ja dotarłem do Japonii w czasach, kiedy za US$1 można było w Polsce zjeść obiad z winem w dobrej restauracji - zbierałem na tę podróż przez ponad rok, pracując jak dziki osioł, ale się udało. Wtedy naprawdę taka podróż była tylko w sferze marzeń większości Polaków. Ale teraz realia są zupełnie inne, a różnice w zarobkach Polaków i Japończyków dziesięć razy mniejsze. Więc naprawdę nie ma się czym przejmować, tylko 1) chcieć, 2) zrobić plan i konsekwentnie go realizować.
AGP: Jak wygląda normalny dzień w Japonii?
M.B.: Rano wstaje się z łóżka, zjada śniadanie, jedzie do pracy, w południe je lunch, potem znowu pracuje, a potem wraca do domu, je kolację i idzie spać. Mówimy oczywiście o dniu normalnym. Mnie w życiu zazwyczaj interesują dni i ludzie nienormalni, i o takich piszę w moich książkach.
Oczywiście są drobne różnice. My na przykład po kolacji siadamy jeszcze czasem przed TV obejrzeć mecz piłkarski albo głupi TV show. W Japonii obejrzelibyśmy ich sport narodowy, czyli baseball, a TV show byłby jeszcze głupszy (naprawdę - to trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć).
AGP: Ile czasu zajmują zakupy oraz komunikacja?
M.B.: Tyle, co w Polsce. Jedno, co pomaga w zakupach, to fakt, że wiele sklepów w Tokio gromadzi się w poszczególnych dzielnicach wg. branż. Jeśli więc będę chciał kupić coś elektronicznego, pojadę do Akihabara, jeśli sprzęt sportowy - do Ochanomizu, po książki do Kanda, itd. To bardzo upraszcza znalezienie tego, co się chce. Natomiast komunikacja zależy po prostu od tego, gdzie się mieszka. Mi dojazdy zajmowały godzinę w każdą stronę. Bardzo ściśniętą i stłamszoną godzinę. Ale mój szef, Japończyk, mieszkał o 100 metrów od swojego biura (a i tak się spóźniał i wpadał z rozwianym włosem, kłaniając się wszystkim w biegu i przepraszając, że znowu zaspał...)
AGP: Co Pan sądzi o systemie edukacyjnym w Japonii oraz czym on się różni od tego polskiego? Na pewno może Pan nam wiele powiedzieć na ten temat, gdyż był Pan również nauczycielem języka angielskiego w Azji.
M.B.: To temat na całą książkę, a nie na krótką odpowiedź... :-) I jak ją napiszę, to będę ją musiał Panu zadedykować, jako pomysłodawcy. Póki co odsyłam do książki "Zagubieni w Tokio", gdzie mamy pamiętnik pewnego Japończyka - opowieści z jego czasów szkolnych. Oparte właśnie na moich doświadczeniach z japońskiego gimnazjum, gdzie uczyłem angielskiego.
A przynajmniej próbowałem uczyć, bo był to system, w którym starszy pan, Japończyk, nauczyciel angielskiego, tłumaczył wszystko, co próbowałem powiedzieć dzieciom w klasie, na japoński. Bał się, żeby dzieci się nie zestresowały słysząc barbarzyński język z ust niebieskookiego barbarzyńcy.
AGP: Jest Pan autorem wielu książek. Skąd inspiracje na takie pozycje jak: "Bezsenność w Tokio" czy "Singapur, czwarta rano"?
M.B.: Każda z innego źródła, zazwyczaj gorącego - a w braku takowych, z wanny. Naprawdę wszystkie najlepsze pomysły przychodzą mi zawsze do głowy w kąpieli. Generalnie materiału do książek dostarcza mi samo życie. Niestety mam bardzo kiepską wyobraźnię i wymyślić rzeczy zupełnie nowych nie umiem. Więc zrzynam z życia jak leci. Dlatego moje dotychczasowe cztery książki dzieją się w Azji - po prostu spędziłem tam większość dorosłego życia i mam najwięcej wspomnień i doświadczeń, na których można bazować.
AGP: Co opisują te książki?
M.B.: Nic. Jestem wrogiem opisywania czegokolwiek :-) W moich książkach praktycznie nie ma opisów, jest tylko akcja, którą zazwyczaj posuwam do przodu za pomocą dialogów.
Staram się pisać książki wielowarstwowe. Na górze jest warstwa szybka, łatwa i przyjemna. Czyli motor napędowy do przewracania kartek. Pod spodem - coś głębszego, coś o kondycji ludzkiej, o momentach kryzysu, o zmianach zachodzących w ludziach w wyniku takich kryzysów. Interesuje mnie również temat wyobcowania człowieka w otaczającej go rzeczywistości, problemów komunikacyjnych między ludźmi, a także motywacji, "sił napędowych", tego, co nas popycha w życiu do przodu.
AGP: Czy ma Pan może już jakieś kolejne plany odnośnie następnej publikacji?
M.B.: Zapraszam na moją stronę: www.marcin.bruczkowski.com, sekcja FAQ. Wszystko jest tam wyjaśnione, włącznie z tematami następnych 10 książek. Przy okazji zachęcam do odwiedzenia sekcji Za Kulisami, czyli galerii, którą pracowicie zapopulowuję zdjęciami w weekendy.
AGP: Dlaczego po ponad dziesięcioletnim voyag'u po Azji zdecydował się Pan wrócić do Polski?
M.B.: To pytanie słyszę bardzo często i nigdy nie wiem, jak na nie odpowiedzieć. Podam przykład: czy gdyby Pana znajomy pojechał na 2-letni kontrakt do Iraku i po 2 latach wrócił, czy zapytał by go Pan: "dlaczego zdecydowałeś się wrócić?" :-) OK, u mnie to było 15 lat a nie 2, ale poza tym brak różnic. Ja po prostu nigdy nie planowałem NIE wrócić.
AGP: Z pewnością ma Pan wiele zainteresowań. Czy mógłby Pan o nich trochę opowiedzieć?
M.B.: Zainteresowania mają to do siebie, że się zmieniają. W tej chwili oddaję się z pasją wspinaczce skałkowej, którą to pasją zaraziła mnie moja Współautorka ostatniej książki, Radio Yokohama. Przedtem było radioamatorstwo, astronomia, audiofilstwo, żeglarstwo i parę innych zainteresowań.
Jedyne, co się chyba nie zmienia od 15 lat to perkusja. Mam w domu własne studio i gram codziennie. Ostatnio rozpadł mi się zespół, ale na wiosnę będę zbierał nowy skład. Jeśli ktoś zna dobrego basistę mieszkającego w W-wie - proszę o kontakt :-)
AGP: Co Pan sądzi o Azjatyckich kobietach?
M.B.: To zależy, o których. Jest ich w samej Japonii z sześćdziesiąt milionów, a każda inna. Naprawdę.
AGP: Japońska kuchnia na pewno jest inna od Polskiej. Jakie zwyczaje tam panują, jaką kuchnie preferują Japończycy a może ma Pan jakąś ulubioną potrawę, którą przygotowuje Pańska żona?
M.B.: Moja żona niestety na kuchni japońskiej specjalnie się nie zna, chociaż mieszkała w Japonii przez pół roku, ale jako studentka - żywiła się wówczas płatkami śniadaniowymi i sałatkami. Natomiast jest mistrzynią świata i okolic w kuchni chińskiej.
Japończycy preferują kuchnię własną (tak, jak Polacy), chociaż jest tam masa restauracji reprezentujących różne kuchnie świata. Wśród tych, podobnie jak my preferują włoską (spaghetti i pizza) i szeroko pojętą amerykańską (hamburgery).
Kuchnia japońska jest absolutnie przepyszna i nie mająca nic wspólnego z tym, czego możemy doświadczyć na co drugiej ulicy w Warszawie, czyli restauracjami sushi. Większość potraw japońskich jest gotowana albo smażona, np. właśnie rybę jedzą przeważnie smażoną, a nie surową. Silny jest tam też wpływ kuchni chińskiej - wszystkie te michy makaronu pływającego w zupie, znane nam teraz w Polsce z produktów typu gorący kubek. Ale jest też masa potraw regionalnych, czasem naprawdę niesamowitych, jak pieczone oko tuńczyka (rozmiaru piłki do szczypiorniaka), z którym spotykamy się w jednym z rozdziałów "Bezsenności w Tokio".
AGP: Wiemy, że pogoda potrafi pokrzyżować nawet najbardziej dopracowane plany. Jaki panuje klimat w krajach Azjatyckich?
M.B.: To zależy, jakich. Od klasycznych tropików (np. Singapur) po śnieg i narty (np. Japonia - w końcu była tam olimpiada zimowa). O Kamczatce nie wspominając - to przecież też jak najbardziej Azja.
Zresztą w samej Japonii jest niezły rozrzut klimatyczny, bo na Hokkaido mamy zimą królestwo śniegu, a na Kyushu - palmy i klimat praktycznie śródziemnomorski.
AGP: Czy normalny Europejczyk nie będzie miał problemów aklimatyzujących?
M.B.: Nie wiem. Nigdy nie byłem normalnym Europejczykiem :-)
AGP: Z pewnością tęskni Pan za kolejnymi egzotycznymi podróżami, jakieś plany w najbliższej historii?
M.B.: Mam nadzieję, że znowu Malezja (wróciłem stamtąd kilka miesięcy temu). To moja druga ojczyzna (z wyboru, nie pochodzenia, chociaż już np. mój syn ma podwójne obywatelstwo, polskie i malezyjskie).
AGP: Dziękujemy serdecznie za rozmowę, życzymy dużo sukcesów w życiu prywatnym jak i zawodowym oraz czekamy na kolejną książkę Pana autorstwa.
M.B.: Dziękuję i też czekam :-)
