
Koło naukowe Asian Global Players powstało w Wyższej Szkole Biznesu- National- Louis University www.wsb-nlu.edu.pl w Nowym Sączu w 2008 r. Głównym celem jest propagowanie wiedzy oraz dostarczanie informacji o krajach Dalekiego Wschodu dla mieszkańców Polski i Europy.
Czy buddyzm nawróci kulturę zachodnią?
13 stycznia 2009 | Radosław Kossakowski
Piętnaście procent Francuzów wyraża zainteresowanie buddyzmem, a 2 miliony opisuje buddyzm jako religię, którą lubi najbardziej. Tymczasem z 600 tysięcy praktykujących tą religię we Francji, 100 tysięcy to tak zwani convert buddhists ("nawróceni"), reszta zaś należy do grupy cradle lub ethnic, czyli wszystkich tych, dla których buddyzm to przede wszystkim dziedzictwo kulturowe.
Buddyzm na Zachodzie (jako Zachód pojmuję nie-azjatycki obszar krajów zmodernizowanych i rozwiniętych) cechuje się właściwościami, które w dużym stopniu różnią się od tego, czym buddyzm był i jest w Azji. Czy buddyzm jest tylko modą w naszym kręgu kulturowym? Kolejną zachcianką znudzonych konsumentów, którzy wypróbowali już wszystkie możliwości oferowane przez rynek? Czy można być buddystą nie rezygnując z dotychczasowego stylu życia, kariery zawodowej, posiadania rodziny? Najwidoczniej można, skoro liczba buddystów w kulturze euroamerykańskiej rośnie. Jednocześnie nie widać, by w Londynie, Frankfurcie, czy Los Angeles powstawałyby klasztory buddyjskie w ogromnej ilości. Buddystów na Zachodzie przybywa, ale nie przybywa zachodnich mnichów.
Buddyzm dobrze wpisuje się w nastroje jakie panują w atmosferze "nowej duchowości", szczególnie w Europie Zachodniej. Jest to duchowość oparta nie na zewnętrznym autorytecie, lecz na osobistym wyborze. Religia w Europie Zachodniej, Kanadzie czy USA rządzi się podobnymi prawami, jak rynek ekonomiczny. Kościoły i wyzwania muszą "walczyć" o klienta, czego dowodem są kampanie reklamowe i billboardy z zachęcającymi hasłami. Nie wiele się w tym różnią od kampanii marketingowych producentów aut. Jeśli zatem ktoś wybiera buddyzm, to przede wszystkim jest to konsekwencja osobistej decyzji i stwierdzenia: "to najbardziej mi odpowiada", "to rozwiązanie uważam za najlepsze". Zgodnie z tak zwanymi teoriami ekonomicznymi w socjologii religii, najwięcej wyznawców gromadzą te religie, które mają do zaoferowania najlepszy "towar".
Należy zatem pamiętać, że buddyzm praktykowany na Zachodzie nie jest w większości przypadków taki sam, jak ten w Tybecie czy Tajlandii. Jest specyficzny, bo odmienna jest mentalność, którą nazwijmy tutaj "zachodnią". Buddyści na Zachodzie to przede wszystkim ludzie świeccy, budzący się rano na medytację, po niej jednak oddający się swym zwykłym zajęciom: pracy, opiece nad rodziną, nauce etc. Badacze ukuli nawet termin "weekendowi buddyści" na określenie osób, które w dni powszednie pracują, wychowują dzieci, a w sobotę i niedzielę jadą na kurs medytacyjny. Dla wielu jest to jedyna możliwość zachowania kompromisu: zachowania dotychczasowych aktywności z praktyką duchową. Fascynujący jest zatem kontekst kompatybilnej współpracy, jaką udaje się zawiązać między naukami Buddy a życiem np. wykształconego Niemca.
Buddyzm jest religią uniwersalną, to znaczy, jego idee "działają" pod każdą szerokością geograficzną. Zapewne w tym leży źródło jego popularności. Okazuje się zatem, że pod bogatą warstwą rytualną, którą znamy choćby z filmów dokumentalnych, albo fabularnych ("Siedem lat w Tybecie", "Kundun", "Mały Budda"), kryje się uniwersalny przekaz do wykorzystania dla każdego. Oparty na doświadczeniu i logicznej penetracji rzeczywistości staje się stosownym "narzędziem" duchowym dla ludzi, którzy nie są szczególnie obdarzeni są łaską wiary w byty metafizyczne (w buddyzmie nie ma osoby Stwórcy, Boga). Buddyzm wydaje się mistyczny jeżeli spojrzymy daleko na Wschód. Stroje, klasztory, instrumenty muzyczne, piękne tkaniny, wyjątkowy rodzaj sztuki religijnej, to wszystko zapiera dech w piersiach, pokazując jak bardzo zróżnicowane są światy globalnych religii. Na Zachodzie nie ma potrzeby przenoszenia tego "etnograficznego" bagażu związanego z tą tradycją. "Umundurowanie" niemieckiego czy amerykańskiego buddysty jest inne. Od poniedziałku do piątku garnitur, w weekendy dżinsy i koszulka polo.
Rosnąca popularność buddyzmu w naszej kulturze, jest bez wątpienia znakiem czasu. Wskaźnikiem bardziej uniwersalnych przemian. Być może bowiem mieszkańcy bogatych, rozwiniętych krajów zachodnich odczuwają znużenie dotychczasowym trybem życia. Być może kolejny samochód czy markowy ciuch nie są w stanie zagwarantować im "egzystencjonalnego" sensu (choć reklamy nieustannie nas o tym przekonują). Większość mieszkańców kultury zachodniej nie musi się martwić o dach nad głową, porządną opiekę medyczną, zdrowe produkty żywieniowe (choć kryzys gospodarczy komplikuje nieco tą idyllę). Może nadszedł czas na poszukiwanie innych wartości w życiu? Skierowanych w stronę religijną, duchową? Czas pokaże, czy tak jest. Z pewnością zjawisko o nazwie "buddyzm zachodni" jest na tyle fascynujące, że warto przyglądać się z bliska czym się charakteryzuje i kim są jego wyznawcy.
O autorze:
Radosław Kossakowski
Doktorant socjologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Opublikował kilkanaście artykułów naukowych (m.in.
"Studia Socjologicne", "Kultura i Społeczeństwo", "Przegląd Religioznawczy"). Interesuje się zagadnieniami dotyczącymi funkcjonowania buddyzmu w świecie Zachodu a także analizą kultury konsumpcyjnej. Chciałby w najbliższym czasie odwiedzić Daleki Wschód.
E-mail: radkoss@wp.pl
